Portret Henryka Lubomirskiego jako Geniusza Sławy
Henryk Ludwik Lubomirski (1777‒1850), „najpiękniejsze dziecko Europy”, w dzieciństwie stał się celebrytą. Jako dorosły był kolekcjonerem i mecenasem sztuki, ale przed wszystkim gorącym patriotą i kuratorem Zakładu Narodowego im. Ossolińskich, któremu zapisał swoje zbiory. Zarówno nieoczekiwaną sławę, jak i staranne wykształcenie, wychowanie i majątek zawdzięczał ciotce, Izabeli (właściwie Elżbiecie) z Czartoryskich Lubomirskiej (1736‒1816), żonie marszałka wielkiego koronnego, Stanisława Lubomirskiego. Niezwykle wpływowa księżna była jedną z najbogatszych kobiet w Europie XVIII w. Uchodziła za „właścicielkę połowy Polski”, w tym ukochanego Łańcuta, oraz „porywaczkę” Henryka, ślicznego synka dalekiej krewnej z Równego na Wołyniu, którego wychowała jak własne dziecko.
Podróż Henryka Lubomirskiego po Europie
Opowieść o porwaniu, choć świetnie ilustruje charakter Lubomirskiej, jest tylko rodzinną anegdotą, powielaną przez pamiętnikarzy. Księżna Lubomirska rzeczywiście zachwyciła się anielską urodą sześcioletniego Henryczka, a jego rodzice zgodzili się na adopcję. Księżna, która nie miała męskiego dziedzica (miała cztery dorosłe córki) przelała całą miłość na ukochane dziecko. Nie szczędziła środków na wybitnych pedagogów, zapewniając chłopcu wszechstronne wykształcenie, wychowanie oraz najwartościowszą intelektualną rozrywkę.
W 1785 r. wyruszyła wraz z Henrykiem w sześcioletnią podróż po Europie. Izabela nie kryła swojej fascynacji urodą chłopca. Uważała go za wcielenie idealnego piękna i zleciła uwiecznienie go słynnym artystom epoki. Księżna, odwiedza teraz pracownie, aby wszędzie zamawiać portrety prześlicznego dziecka, które stało się teraz radością jej życia. To Henryk Lubomirski, ukochany wychowanek. […] Pani Vigée Lebrun umyśliła nadać chłopczykowi postać „geniusza chwały”, pisał w „Romansie Prababki” Stanisław Wasylewski.
Gdy w 1786 r. księżna Izabela osiadła w Paryżu, Vigée-Le Brun była u szczytu swoich możliwości twórczych i sławy jako portrecistka królowej Francji, Marii Antoniny, oraz królewskich dzieci. Należała do Królewskiej Akademii, wystawiała obrazy na Salonie.
Malarka nadmienia w swoich „Wspomnieniach” („Souvenirs”, 1835‒1837), że wykonała „portret pięknego księcia Lubomirskiego” w 1788 r. za 12 000 franków, które przysłała jego ciotka. Artystka użyła dębowej deski jako podobrazia, co czyniła dla najbardziej ambitnych dzieł. Cena była zawrotna i szeroko dyskutowana, ale na portret ukochanego wychowanka Lubomirska nie żałowała pieniędzy. Alegoryczne portrety chłopca, wpisywały się w niezwykle popularną manierę przedstawiania postaci jako antycznego bóstwa.
Portret olejny Henryka Lubomirskiego
Młody książę miał wówczas jedenaście lat. Obraz (olej na desce dębowej, 105,5 × 83 cm) przedstawia go w modnym, alegorycznym ujęciu, „à la grecque”, jako Amora – Geniusza Sławy, na tle pejzażu oddanego oszczędnie: błękitem nieba zajmującego większość przestrzeni i pasem trawy u dołu, z krzewem mirtu z prawej strony obrazu.
Widzimy uskrzydlonego Henryka, przyklękającego na prawe kolano, na czerwonej draperii ze złotą lamówką, z głową zwróconą w lewo. Subtelna twarz o ogromnych brązowych oczach, okolona burzą blond loków dopełnia wizerunku androgenicznego efeba. Poza nawiązuje do „Klęczącej Wenus”, słynnej antycznej rzeźby, według której Antoine Coysevox (1640‒1720) ok. 1685 r. wykonał brązowy odlew. Vigée Le Brun miała okazję widzieć rzeźbę w górnych ogrodach Marly (Château de Marly – dawnej, podparyskiej rezydencji Ludwika XIV).
Duże, pokryte piórami skrzydła Amora dotykają ziemi, postać trzyma w rękach wieniec spleciony z liści lauru – symbolu zwycięstwa i mirtu – atrybutu bogini miłości. Z prawej strony na trawie leży rzeźbiony, złocony kołczan ze strzałami, atrybut Amora. Jedynym okryciem nagiego chłopca jest czerwona draperia przerzucona przez lewe ramię.
Współcześni malarce krytycy zwrócili uwagę na nienaturalnie świetlisty kolor skóry Geniusza-Henryka, co jeszcze bardziej odrealnia postać doskonałego dziecka. Nawiązanie do nagości antycznych rzeźb było dla klasycystów wyrazem idealnego stylu.
Portret zyskał ogromne uznanie, był wielokrotnie kopiowany w różnych technikach, doczekał się nawet wiersza opublikowanego 24 stycznia 1788 r. w „Journal de Paris”. W następnym roku dzieło zostało wystawione na Salonie. Vigée
Dalsze losy portretu „Geniusza Sławy”
Po śmierci ciotki Henryk wraz z majątkiem odziedziczył swój wizerunek jako Geniusza Sławy. W 1818 r. przewiózł do Przeworska najcenniejsze zbiory z Wiednia i Łańcuta, tworząc kolekcję rodową złożoną z biblioteki, zbrojowni, zbiorów malarstwa, rysunku i grafiki oraz kolekcji medali i numizmatów. Pałac zyskał charakter rezydencji-muzeum. Stał się fundamentem późniejszego Muzeum Książąt Lubomirskich, oddziału Ossolineum.
Portret znajdował się w Przeworsku do roku 1944, kiedy to ostatni ordynat, książę Andrzej Lubomirski (1862‒1953) ewakuował zbiory rodzinne za granicę. Uchronił w ten sposób kolekcję przed konfiskatą lub zniszczeniem, ale niestety skutkiem było jej rozproszenie.
W 1974 r. za pośrednictwem paryskiej Galerii Heim obraz „Geniusz Sławy” został nabyty przez Państwowe Muzea w Berlinie.
Autorka portretu Henryka Lubomirskiego
Élisabeth-Louise Vigée Le Brun (1755‒1842) była najsłynniejszą portrecistką epoki. Pierwsze lekcje pobierała w pracowni ojca-malarza, a jako początkująca artystka pracowała z modelem i kształciła się samodzielnie, studiując paryskie kolekcje muzealne. Chociaż była członkinią akademii, to własny styl rozwinęła samodzielnie. Dzięki innowacjom, wyczuciu koloru i mistrzowskiej technice, znacznie przewyższała większość portrecistów w Paryżu. Tworzyła wierne portrety, ale nawet najzwyczajniejszym z modeli nadawała wdzięk i wyrafinowanie, natomiast dzieci i młodzież malowała z subtelnym zrozumieniem natury młodych osób, co pokazuje też jako autorka autoportretów z córką.
Le Brun portretowała wielu polskich arystokratów, uwieczniła również księżną marszałkową Lubomirską. Le Brun to zagraniczna artystka, która sportretowała największą liczbę polskich modeli.
Elżbieta Pachała-Czechowska